wtorek, 14 lutego 2017

Wypad na lodowiec.

Lodowce — olbrzymie twory złożone z przekształconego w lód śniegu opadowego. W Polsce od mniej więcej dwunastu tysięcy lat o lodowiec ciężko, więc musiałem wyruszyć w Alpy, żeby spotkać się z tym zjawiskiem. No dobra, w te rejony wyruszyłem za pracą, a lodowce odwiedziłem przy okazji. Za pierwszy cel obrałem sobie spływający z masywu Mont Blanc język lodowca zwany Glacier des Bossons.




Niedawno zakupiona mapa mówiła mi, że powinienem dostać się pod wjazd do tunelu biegnącego pod Mont Blanc i w jego okolicach wejść na szlak, który poprowadzi mnie w kierunku punktu widokowego. Trasa była dość wygodna, więc całkiem szybko dotarłem do punktu docelowego i już pierwszy rzut oka przekonał mnie, że to jednak za mało, chciałem dotrzeć jak najbliżej lodowca, a nie oglądać go z dość dużej odległości i to jeszcze na wpół zasłoniętego krzakami.

środa, 11 stycznia 2017

Autostopem w Dolinę Bobru.


Od kilku dni mnie jak i moich ziomków nachodziła myśl, że musimy gdzieś wyjechać. Myślimy, myślimy – byliście kiedyś w Zamku Czocha albo Książ? – zapytał jeden. I już mieliśmy cel na kolejny weekend. Im bliżej piątku tym większe emocje i tu nagle w czwartek info, że nasz kierowca nie może jechać. Zdemotywowani odpuszczamy… W piątek około 16 naszła mnie jednak myśl „czemu nie spróbować autostopem?”. Dzwonię do Z., on podjarany bo całą Europę zwiedził na stopa, więc mój pomysł bardzo mu się spodobał. O 19 wsiadamy w pociąg, który wywozi nas na wylotówkę Poznania i od 21 zaczynamy łapać na Wrocław. Karton z napisanym markerem miastem trzymamy dosłownie 3 minuty: młoda parka zatrzymuję się i od razu zabierają nas do Leszna. W mieście żużla meldujemy się o 22 – trochę ciężka pora na łapanie, ale nie poddajemy się.

piątek, 28 października 2016

Bieszczady jesienią.

Podobno Bieszczady jesienią są najpiękniejsze. Podobno… Dlatego postanowiłem sprawdzić tę plotkę na własne oczy – ale od początku.

Na początku października obroniłem magistra inżyniera i zamiast chlać na umór z tej okazji, jak to mają w zwyczaju niektórzy, wolałem inaczej spędzić czas. Razem z bracholem postanowiliśmy wybrać się w najdalsze krańce Polski. Podróż z Poznania 16h… Wyjeżdżamy około 23 i około 15, po przesiadkach z pociągu na busa w Rzeszowie i Krośnie, wyruszamy z miejscowości Smerek na szczyt o tej samej nazwie. Mgła masakryczna, widoczność może na 200m, im wyżej tym większe mleko i na szczycie widoczność spadła do około 30m. W dolinie wilgotno, jednak wchodząc na szczyt czujemy coraz chłodniejsze powietrze. Wchodzimy na szczyt: ku naszym oczom pojawia się oszronione pole wraz z oblodzonym krzyżem – to chyba znak, że zdobyliśmy pierwszy szczyt naszej wyprawy. Im dalej tym trudniej: oblodzone skały, śnieg do łydek, 0 widoczności: zamiast podziwiać widoki Połoniny Wetlińskiej chcieliśmy tylko jak najszybciej dostać się do Chatki Puchatka (schronisko). Mimo trudnych warunków dotarliśmy do celu idealnie jak się ściemniło. Szybka ogarka, kolacja i do spania.

wtorek, 4 października 2016

Cēsis - z wizytą na zamku kawalerów mieczowych.

Miał być Belgrad, później Skopje, Sofia, wreszcie po wielu perturbacjach celem wypadu na przedłużony ostatni weekend września stała się Ryga. Ta krótka notka nie będzie jednak o stolicy Łotwy, która choć piękna i warta uwagi, nie jest niczym niezwykłym jeśli chodzi o podróże, a o starym mieście znajdującym się o dwie godziny drogi od niej, w stronę granicy z Estonią (nota bene za kolejne dwie czeka już wspomniana granica), w którym znajdują się całkiem nieźle zachowane ruiny zamku zakonu kawalerów mieczowych.

czwartek, 29 września 2016

Biwak Integracyjny- Czeszów- 20-21.8.2016


Organizowaliśmy już różne wypady, nocowaliśmy wtedy w lasach, jaskiniach czy innych takich, tym razem postanowiliśmy zrobić coś ekstremalnie innego i załatwić nocleg pod dachem w prawdziwych pokojach z prawdziwymi łóżkami. Egzotycznie jak na nasze zwyczaje, ale czasem trzeba zaszaleć więc zaszaleliśmy. 

poniedziałek, 5 września 2016

Koza w Tatrach



„To dawaj jakiś tekścik na Projekt Wypad!” - Napisał do mnie D. W sumie czemu nie... Jako że trafił się wypad typowo turystyczny, który z survivalem nie miał mieć za wiele wspólnego, postanowiłem naskrobać coś gościnnie na Projekt Wypad. 

poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Ukraińska pocztówka.

Lwów, jak i cała Ukraina to dobry kierunek na wakacje, szczególnie jeśli nie do końca pociąga nas leżenie na plaży, na francuskiej riwierze a w portfelu piszczy. Najbardziej kosztowna część wyprawy to dojazd do samego Lwowa. W zależności od tego jak bardzo cenimy nasz komfort i wygodę (a my oczywiście nie cenimy ich w ogóle) wybieramy: samolot, bezpośredni ekspres Warszawa-Lwów lub po prostu opcję „na cebulę” czyli tę, którą wybrałyśmy my. Najpierw pociąg do Przemyśla, oczywiście z przesiadką w Rzeszowie, następnie bus do granicy – granicę przekraczałyśmy pieszo i stamtąd już marszrutką do Lwowa. Trwało to oczywiście z 18 godzin, ale właściwie czy to był problem?