niedziela, 11 czerwca 2017

Nocka na Kyrkawicy.

Beskidy nie są górami nazbyt spektakularnymi, ot większe pagórki pokryte lasem (w większości) i pastwiskami. Nie oferują wspinania się po łańcuchach na niemal pionowe skały ani skalnych rumowisk z pląsającymi po nich kozicami górskimi. Pomimo tego, mają swój niepodważalny urok, który przyciąga mnie do nich raz za razem (to, że widzę je z okna w mieszkaniu ma tu dopiero drugorzędne znaczenie). Dlatego też mocno, ale to na prawdę mocno, ucieszyłem się gdy udało mi się wygenerować dwa wolne dni, które będę mógł poświęcić na spacerek po górach. Najbardziej ucieszyła mnie możliwość przenocowania w plenerze. W zasadzie to nawet nie wiem czy mieści się to w granicach prawa, jednak od prawa ważniejszy jest dla mnie zdrowy rozsądek, a ten podpowiedział mi, że jeśli odpowiednio dobiorę lokalizację, a potem ładnie po sobie posprzątam, to natura na tym nie ucierpi.

środa, 7 czerwca 2017

Śledź na wakacjach - Rumunia - Fogarasze cz. II


Pogoda nareszcie jest taka,  jakiej się spodziewaliśmy. Słońce przygrzewa i wysusza nasze przemoczone plecaki i odzież. Na szlaku zaczyna robić się tłoczno. Zaczął się weekend  i pogoda jest obiecująca, więc ludzi z godziny na godzinę widać coraz więcej. Znajdujemy się na głównym grzbiecie najwyższych i najpopularniejszych gór Rumunii, ale mimo wszystko nie są to tak oblegane góry, jak chociażby nasze polskie Tatry. Pomimo że ludzi jest kilkakrotnie  więcej niż w poprzednich dniach to nadal nie są to odstraszające ilości. Trasa to standardowa graniówka, góra-dół i przerwy na zdjęcia i żarcie. Po drodze mijamy jeziorko Caltun, gdzie część ludzi jeszcze zwija swoje namioty, nie zazdrościmy im noclegu, jeżeli mieli taką samą pogodę, jak my.

niedziela, 21 maja 2017

Śledź na wakacjach - Rumunia - Fogarasze cz. I

Rumunia chodziła mi po głowie już od kilku lat. Co roku planowałem odwiedzić tam kilka miejsc i przejść któreś z pasm górskich, których w tym kraju nie brakuje. W zeszłe wakacje udało mi się wreszcie spędzić dwa tygodnie w tym kraju i wiem, że z pewnością tam jeszcze wrócę.

wtorek, 2 maja 2017

Szkolenie z podstaw survivalu wojskowego- 18-19.03.2017

W starożytnym Rzymie funkcjonowało powiedzenie "Si vis pacem, para bellum". Mimo upływu tysięcy lat, powiedzenie nie straciło nic ze swojej aktualności, zgodnie z jego duchem spędziliśmy dwa urocze dni w lasach pod Wrocławiem szkoląc się wraz z grupą strzelecką w podstawach militarnego surwiwalu.

wtorek, 14 lutego 2017

Wypad na lodowiec.

Lodowce — olbrzymie twory złożone z przekształconego w lód śniegu opadowego. W Polsce od mniej więcej dwunastu tysięcy lat o lodowiec ciężko, więc musiałem wyruszyć w Alpy, żeby spotkać się z tym zjawiskiem. No dobra, w te rejony wyruszyłem za pracą, a lodowce odwiedziłem przy okazji. Za pierwszy cel obrałem sobie spływający z masywu Mont Blanc język lodowca zwany Glacier des Bossons.




Niedawno zakupiona mapa mówiła mi, że powinienem dostać się pod wjazd do tunelu biegnącego pod Mont Blanc i w jego okolicach wejść na szlak, który poprowadzi mnie w kierunku punktu widokowego. Trasa była dość wygodna, więc całkiem szybko dotarłem do punktu docelowego i już pierwszy rzut oka przekonał mnie, że to jednak za mało, chciałem dotrzeć jak najbliżej lodowca, a nie oglądać go z dość dużej odległości i to jeszcze na wpół zasłoniętego krzakami.

środa, 11 stycznia 2017

Autostopem w Dolinę Bobru.


Od kilku dni mnie jak i moich ziomków nachodziła myśl, że musimy gdzieś wyjechać. Myślimy, myślimy – byliście kiedyś w Zamku Czocha albo Książ? – zapytał jeden. I już mieliśmy cel na kolejny weekend. Im bliżej piątku tym większe emocje i tu nagle w czwartek info, że nasz kierowca nie może jechać. Zdemotywowani odpuszczamy… W piątek około 16 naszła mnie jednak myśl „czemu nie spróbować autostopem?”. Dzwonię do Z., on podjarany bo całą Europę zwiedził na stopa, więc mój pomysł bardzo mu się spodobał. O 19 wsiadamy w pociąg, który wywozi nas na wylotówkę Poznania i od 21 zaczynamy łapać na Wrocław. Karton z napisanym markerem miastem trzymamy dosłownie 3 minuty: młoda parka zatrzymuję się i od razu zabierają nas do Leszna. W mieście żużla meldujemy się o 22 – trochę ciężka pora na łapanie, ale nie poddajemy się.

piątek, 28 października 2016

Bieszczady jesienią.

Podobno Bieszczady jesienią są najpiękniejsze. Podobno… Dlatego postanowiłem sprawdzić tę plotkę na własne oczy – ale od początku.

Na początku października obroniłem magistra inżyniera i zamiast chlać na umór z tej okazji, jak to mają w zwyczaju niektórzy, wolałem inaczej spędzić czas. Razem z bracholem postanowiliśmy wybrać się w najdalsze krańce Polski. Podróż z Poznania 16h… Wyjeżdżamy około 23 i około 15, po przesiadkach z pociągu na busa w Rzeszowie i Krośnie, wyruszamy z miejscowości Smerek na szczyt o tej samej nazwie. Mgła masakryczna, widoczność może na 200m, im wyżej tym większe mleko i na szczycie widoczność spadła do około 30m. W dolinie wilgotno, jednak wchodząc na szczyt czujemy coraz chłodniejsze powietrze. Wchodzimy na szczyt: ku naszym oczom pojawia się oszronione pole wraz z oblodzonym krzyżem – to chyba znak, że zdobyliśmy pierwszy szczyt naszej wyprawy. Im dalej tym trudniej: oblodzone skały, śnieg do łydek, 0 widoczności: zamiast podziwiać widoki Połoniny Wetlińskiej chcieliśmy tylko jak najszybciej dostać się do Chatki Puchatka (schronisko). Mimo trudnych warunków dotarliśmy do celu idealnie jak się ściemniło. Szybka ogarka, kolacja i do spania.